Guchosoll's Universe

NIEEE! Bo zapaćkane!!!

Niebo zapaćkane samolotowym pyłem

Ludzie w pociągach smutni jacyś

Jadą do obozu

uczestniczą we mszy

 

Słońce nie zachodzi nigdy

Będąc w opozycji do ich systemów nerwowych

Gdzieś pomiędzy ich mechanicznymi oczami

umiera szyszynka

Reklamy

Kategoria: Uncategorized

Harris

„Scorn narodził się w momencie, kiedy grałem w Napalm Death. Nigdy nie wyrastałem w rocku – raczej był to punk i nowa fala, potem industrial. Już wtedy miałem plany i projekty nieco odmiennej, bardziej eksperymentalnej muzyki. Nagrywałem wszystko na 4-śladzie, bawiłem się samplerem, robiłem loopy itd. W pewnym momencie poczułem, że w Napalm Death dałem z siebie już wszystko, i tak zrodził się pomysł na oddzielną grupę.”

W 1991 roku, kiedy muzyka Napalm Death była znana już na całym świecie, Mick „Tornado” Harris postanowił poświęcić się swojej nowej grupie, która za swój cel postawiła sobie „wykreowanie jeszcze bardziej ekstremalnego stylu w muzyce, niż ten, którego protoplastami stał się Napalm Death”. Dwuosobowy trzon stanowili: Harris obsługujący sampler, sekwencer i perkusję, oraz były członek Napalm Death Nicholas James Bullen, którego autorstwa była cała warstwa tekstowa oraz wokalna. Gościnnie występował mieszkający na stałe w New Jersey James Plotkin, gitarzysta z formacji Old, nagrywającej dla brytyjskiej wytwórni Earache, (mającej pod swoimi skrzydłami m.in. Scorn i Napalm Death).

Pierwsze dwie płyty długogrające to próba zmierzenia się z deklaracją zwiastującą pojawienie się Scorna. Na „Vae Solis” (1992, Earache) słychać jeszcze ciężkie echa Napalmu. Każdy instrument brzmiał potężnie a atmosfera była duszna i przytłaczająca: słychać, że muzycy postawili na klimat, a nie na prędkość. Prawie każdy z utworów przekraczał 3 minuty (co było rzadkością na płytach Napalm Death). Rytm złożony był często z fabrycznych odgłosów, przetworzonych brzmień pracujących maszyn. Gitara Plotkina tworzyła posępne tło dla agresywnych warknięć Bullena, które jednak starały się brzmieć bardziej jak jakiś niespotykany instrument, niż głos wokalisty. Obie płyty zarówno „Vae Solis” i „Colossus”, stawiają na pierwszym miejscu moc i ciężar, spychając na drugi plan opętańcze tempo.

„Vae Solis” zdobyło fanów raczej wśród słuchaczy Godflesh z okresu „Slavestate”, czy ówczesnego Pitch Shifter, z którymi Scorn wówczas dużo koncertował, a kolejna płyta pt. „Collossus”, wydana w 1993 r. również dla Earache ugruntowała pozycję Harrisa na rynku „post metalowego industrialu”. Poprzedzająca kolejny długogrający album EP-ka „White Irises Blind” ukazała, iż Scorn podąża w jeszcze bardziej monumentalną stronę a przestrzenie eksplorowane w tym okresie zaliczyć można do jednych z bardziej ambitnych poszukiwań. Słychać to wyraźnie na utworach promujących drugi długogrający krążek, gdzie proporcje ciężaru, melodii i zdecydowanego skądinąd tempa zachowane są idealnie, co wydaje się tworzyć kompletnie nową jakość. Druga płyta zdecydowanie wykracza po za ramy gatunku i wykorzystuje ciężki rytm w sposób bardziej transowy, choć bez wątpienia nadal monumentalny. „Collossus” stoi jednak po środku drogi Scorna, stając się momentem przełomowym, zwiastunem zmian na drodze poszukiwań.

Płyta „Evanescence” (1994, Earache) (tytuł wymyślony przez N. J. Bullena, oznaczający „koniec”) to nie lada wyzwanie dla fanów doceniających dotychczas tylko brutalne oblicze Harrisa. Nagrana w Square Dance Studios w Nottingam „Evanescence” wydała się być najdojrzalszą w dotychczasowym dorobku Scorna. Z wczesnej potęgi pozostały jedynie mroczne basy, jeszcze głębsze i pełniejsze, choć na pewno bardziej gładkie dzięki lepszej produkcji. W połączeniu z hip-hopowymi rytmami stworzyły dziwny, ale zaskakująco spójny muzyczny kolaż z pogranicza dubu, trip-hopu i industrialu. Wydawało się, że Harris, którego współpraca z Bullenem układała się co raz gorzej, (głównie ze względu na problemy alkoholowe tego drugiego) podążał z góry ustaloną drogą zadziwiająco pewnie – ewolucja rytmu i basu w kolejnych nagraniach polegała na co raz wyraźniejszym ich eksponowaniu. Te dwa elementy i tak istotne w muzyce Scorna, na „Evanescence” przejęły rolę dominującą – gitara grana przez Plotkina odeszła na trzeci plan i tutaj stanowiła już tylko element atmosferyczny, subtelny i delikatny; element oplatający całą konstrukcję utworów, niemal niezauważalny: ambientowy i post-rockowy, zupełnie taki sam jak w nagraniach Seefeel, czy Main. Wokale stały się nieczytelne, mrukliwe i szepczące niezrozumiałe frazy w nie-języku. W wielu utworach samplowane fragmenty w stylu „your body’s loosing all sensations”, „I’d like you to be free of pain” potęgowały tylko aurę niesamowitości. Do dnia dzisiejszego płyta ta wydaje się być klasyczną manifestacją nowoczesnego ambient/dubu.

Ciepłe przyjęcie „Evanescence” zwieńczone zostało wystąpieniem u boku The Orb i Moby na festiwalu Quartz w Norwegii a także długą trasą koncertową wraz z God, Pitch Shifter, Revolutionary Dub Warriors i Main. Ta trasa koncertowa umożliwiła poznanie człowieka o pseudonimie Jack Danger, który zajmował się remixami. Mający na swoim koncie remixy Nine Inch Nails i The Shamen, Danger wysunął propozycję nagrania nowych wersji utworów Scorna przez innych artystów, co zainicjowało kolejną produkcję pt. „Ellipsis”.
„Jeśli chodzi o Ellipsis, to wybraliśmy grupy, które mogłyby nas zrozumieć, a także takie, które sami rozumieliśmy. Nie interesowały nas nazwy: chodziło o wzajemne zrozumienie swojej muzyki. Potem po prostu dałem im kawałki i powiedziałem, żeby zrobili z nimi to, na co mają tylko ochotę. Daliśmy im absolutną wolność. Czułem, że są to artyści, którzy mogą dać Scornowi to, czego mu brakowało. I udało im się to.”

„Ellipsis” przyciągnęło do współpracy takich wyjadaczy muzyki elektronicznej jak Coil, Scanner, Meat Beat Manifesto i Autechre. Do grupy remixujących muzyków należeli także mniej znani Germ i PC.M, którzy nagrywali dla małej wytwórni Harrisa Possible Records. Jeden utwór przypadł także Billowi Laswellowi, z którym Harris od lat współpracował (patrz niżej). Tak wielka ilość „sław” spowodowała, iż Scorn został zauważony wreszcie przez fanów bardziej ambitnej muzyki elektronicznej, która zastąpiła zniesmaczoną ostatnimi wyczynami grupy publiczność oczekującą twardego grania. Wkrótce po wydaniu „Ellipsis” drogi muzyków tworzących Scorna rozeszły się. Co raz częstsze agresywne zachowanie i nawarstwiające się w ostatnim czasie różnice zdań sprawiły, że od tego momentu Scorn to w zasadzie tylko i wyłącznie Mick Harris. Kolejne wydawnictwo pokazało jednak, że muzyka tworzona teoretycznie przez duet, była tak naprawdę w dużej mierze dziełem tylko jednego człowieka.

„Scorn w zamyśle powstał jako grupa tworząca muzykę rytmiczną w oparciu o bas i beat. Uważam, że ta pierwotna idea widoczna jest w tej muzyce do dziś, wciąż gdzieś tu jest, mimo że „Gyral” wydaje się bardzo minimalny, złożony z prostych loopów.”
„Gyral”(Earache, 1995), następna po „Ellipsis” płyta Scorna, to niemalże esencja, podsumowanie wszelkich starań muzycznych z poprzednich płyt. Dziesięć utworów tworzących ten album to monolityczne, mroczne trip-hop-duby, w których nie słychać charakterystycznych dla wcześniejszych nagrań, przetworzonych gitar i samplowanych wokali. Jedynie głęboki, przelewający się rytm i towarzyszące mu sub-basy, przerywane od czasu do czasu dziwnym trzaskiem, odgłosem jakiejś odległej lawiny, urwanym akordem fortepianu. Harris zrezygnował z monumentalności na rzecz zagęszczenia atmosfery, stworzenia dusznego klimatu jaki musi panować we wnętrzu czarnej dziury. I kiedy wydawało się, że już dalej posunąć się nie można, światło dzienne (a może raczej doskonałą czerń nocy ?) ujrzała kolejna płyta Scorna.

„Logghi Barroghi” (Earache, 1996) (tytuł, zgodnie z zapewnieniami autora nie oznacza absolutnie nic) to naturalna konsekwencja „Gyral”. Na płycie tej pojawiło się więcej utworów, w których Harris zdecydował się na dalsze eksperymenty z beatem i jest na nim kilka perełek w nieco odmiennym stylu, ze szczątkowymi, zmutowanymi wokalami. Raz czy dwa razy pojawia się także ostry rytm, będący swoistą interpretacją drum’n’bass: stylu, z którym Scorn dotychczas nie był kojarzony. Słuchając tej płyty można odnieść wrażenie, że każda kolejna manifestacja dźwiękowa byłego perkusisty Napalm Death jest bardziej minimalna niż poprzednia – w przypadku „Logghi…” dalszej redukcji uległa linia basu, przez co muzyka Scorna utraciła część dubowej energii. Na tej płycie słyszymy niemal sam beat – tylko on podlega zmianom, modulacjom, raz jest słyszany klarownie i bez zakłóceń, by zaraz rozpłynąć się, stać się półprzezroczystym cieniem…

„Logghi Barroghi” zamyka okres współpracy Harrisa z Earache. Harris czuł się tam niedoceniany, uważał, że brytyjska wytwórnia nie inwestuje w jego muzykę. Nie potrafił doprosić się o techniczne i finansowe wsparcie przy organizacji kolejnych tras koncertowych. Między innymi dlatego kolejna płyta ukazała się pod szyldem innej wytwórni, belgijskiej KK Records, a w USA płyty Scorna wydawać miała stajnia Invisible, dla której nagrywają m.in. Test Department, Pigface i inni wielcy eksperymentalnego industrialu. Dla KK Rec. Scorn nagrał dwie płyty: „Zander” i koncertowy „Whine”. Pierwsza z nich jest powrotem do estetyki dubu i drum’n’bass – do beatów znowu dołącza elektroniczny, matowy bas. Z kolei „Whine”, zapis koncertu który odbył się w Rzymie w maju 1997 roku, jest próba przybliżenia atmosfery towarzyszącej występom Scorna na żywo. Większość utworów z „Whine” pochodzi z ostatniej płyty, ale wykonane zostały one w kompletnie odmiennych niż studyjne wersjach. Jeden z zachodnich recenzentów stwierdził, cytując za Timothym Leary, iż „jest to muzyka, która trzyma w napięciu, która sprawia, że czujesz się jak ofiara.”. Harris wielokrotnie przyznawał, że muzyka którą odgrywa na koncertach jest w większości efektem improwizacji, że przed występem posiada w głowie jedynie szkice utworów mających pojawić się danego wieczoru. Nigdy nie pojawia się na scenie z gotowymi pomysłami – zawsze liczy na element przypadku w tym swoistym akcie tworzenia. Dlatego też utwory na „Whine” ze swoimi studyjnymi wersjami łączy jedynie tytuł.

„Whine” okazało się być ostatnim albumem dokumentującym twórczość Scorna. Po nagraniu tej płyty Harris postanowił rozwiązać swój najpopularniejszy projekt. Częściowo spowodowane było to zmęczeniem wynikłym z poszukiwania kolejnej wytwórni. Z drugiej strony droga, którą podążał przez ostatnie 6 lat Scorn, wydała się kończyć. Harris postanowił więc poświęcić się kilku innym projektom, które miały szansę łączyć w sobie elementy muzyki znane z ostatnich płyt z nową estetyką. Ale przecież 8 płyt, które po sobie pozostawił i tak odegrało swoja rolę – dzięki nim otworzyło się kilka bram prowadzących do nieznanych, mrocznych rejonów dźwiękowej rzeczywistości a ich autor wyrobił sobie opinię jednego z najciekawszych eksperymentatorów na scenie muzyki elektronicznej, wydając muzykę nie poddającą się jakimkolwiek kategoriom; muzykę, która do dziś zaskakuje świeżością brzmienia i która do dnia dzisiejszego nie znalazła godnych naśladowców.

 

Na muzyczny dorobek Micka Harrisa składają się nie tylko płyty Scorna. Równoległym, równie ważnym i całkowicie solowym projektem jest Lull (dotychczas 6 płyt długogrających). Pod tym szyldem kryje się muzyka zupełnie pozbawiona beatu, jeszcze bardziej minimalistyczna, oparta jedynie na modulowanych, rozciągniętych niskich częstotliwościach. Z pozoru monotonna, po bliższym przesłuchaniu zaskakuje skomplikowaną strukturą brzmieniową. Jak twierdzi sam Harris, „kolejne płyty Lull, to nieustające próby stworzenia soundtracku do filmu ‚Eraserhead’ Davida Lyncha.”.
Ponieważ na zapoznanie czytelników ze wszystkimi projektami Harrisa nie ma zbytnio miejsca, nadmienię tylko, że do najważniejszych zaliczyć trzeba płyty wydane z Billem Laswellem dla amerykańskiej wytwórni Subharmonic (np. „Somnific Flux”, czy projekty Chaos Face, Equation of Eternity) i wytwórni Laswella Axiom (np. Divination „Ambient Dub”, Praxis „Sacrifist”), wydane z Laswellem i Zornem pod szyldem Painkiller free-noisowe improwizacje (łącznie 3 płyty), drum’n’bassowe kolaboracje z włoskim artystą Eraldo Bernocchim (zabójcza płyta „Overload Lady”). Do innych wydawnictw i solowych wcieleń należą: Quoit (ciężki i wolny ambient/dub), Matera (potężne d’n’b/dub/jungle), C.B.A.R.D. (koncertowe, dark-ambientowe nagrania z Anthonym Childem znanym lepiej jako Surgeon), seria „Murder Ballads” (recytacja wierszy M. Batesa do niepokojącej muzyki Harrisa) wydana wraz z Martinem Batesem z Eyless in Gaza (w sumie 4 płyty) itd. itp. Harris jest też właścicielem wytwórni Possible Records. Rozpiętość działań i stylów w których operuje Harris jest wyjątkowa. Sprawia to, że jest on jednym z najbardziej pracowitych artystów chodzących po Ziemi!

W Polsce ukazały się następujące płyty Scorna:

„Vae Solis”
„Evanescence”
„Deliverance” (kompilacja dwunastek)
„White Iris Blind” (j.w.)
„Gyral”
„Elipsis”
„Logghi Barroghi”

Pierwszą wydało wydawnictwo Carnage, wszystkie kolejne: Metal Mind Production.

Pełna dyskografia i dodatkowe informacje na znakomitej stronie WWW poświęconej Scornowi i wszystkim projektom Harrisa:

http://www.hyperreal.com/dubterrorist

 

Kategoria: Uncategorized

możliwości

Na początku?- czas nie istnieje.

Istnienie jako wymogi ego.

Ego jako istota nierozpuszczana przez istoty zachodu

czerń implikująca niskie częstotliwości*.

*Z każdym tyknięciem wskazówek zdajemy się „być” w innym punkcie na osi współrzędnych. W każdym punkcie zdajemy się być
w innym przedziale czegokolwiek.
Zdaje mi się, że już to kiedyś widziałem.

Nie wiem, czy znacie Scorn, ale postanowiłem dzisiaj przesłuchać twórczość Harrisa pod szyldem Scorn właśnie, i wydaje mie się, że najlepiej odsłuchuje mi się razem z jointem.

Wszystko zdaje się i chyba zmierza w kierunku rozpadu ego- mnie jako istoty przykręconej śrubami do tej

quasi- rzeczywistości, którą generuje wiele tuneli percepcji.

Od lat (ziemskich) wydaje mi się że monolit jeszcze coś znaczy, ale czasem zdaje się, że to już nie jest struktura znana z filmu Kubricka…

Rozpuszczanie ego nie następuje już po solidnych dawkach roślin, tylko poprzez tworzenie  pseudo-macierzy wsysającej i reorganizującej memetyczny (nie)konstrukt.

Nie jestem pewien do czego doprowadzi nAS-  w stricte linearnym ujęciu-

homogenizacja pragnień. nie chcę poddawać się filtracji manichejskiego powrozu narzuconego większości na tej częstotliwości.

Kategoria: Uncategorized

Chaos – Konwulsje Metafizycznej Anarchii z Laboratorium Eksperymentów Neurologicznych.

motto:
„tym, co pierwsze, nie jest pełnia bytu, ale szczelina i pęknięcie, erozja i rozdarcie, przerwa i dręcząca utrata: byt nie jest bytem, ale brakiem bytu, żywym brakiem powodującym, że życie omdlewa, staje się nieuchwytnym i niewyrażalne inaczej niż poprzez wykrzyczenie okrutnej niemożności”>(Antonin Artaud)

 

Zasada An Arche, czyli To, Co Na Początku

 

 

Czas teraźniejszy obfituje w rozwój niezliczonej ilości teorii, pomysłów i ideologii. Każda z nich stwarza swój własny świat, co sprawia, że żyjemy na pograniczu różnych, często sprzecznych ze sobą rzeczywistości. Niezależnie od tego, czy to sytuacje są nam narzucane, czy to my je narzucamy, pod płaszczykiem dobrze się mającego Spektaklu rzeczywistości kryje się pierwotny egzystencjalny niepokój.
Metafizyczna anarchia nie jest jeszcze jedną ideologią przedstawiającą monolit rozwiązań i właściwych dróg. Nie stanowi o tym, co być powinno, a nie jest. Wyraża tylko obiektywny, a zarazem indywidualny tok nieustannych fluktuacji i zmian, głosząc konieczność zachowania zasady adekwatności w naszym codziennym życiu. Tak jak człowiek jest częścią przyrody, wszystko odpowiada wszystkiemu. Makrokosmos mikrokosmosowi. Prapoczątek – nieustannej kreacji. Burzenie tej zasady jest liche i nie przysparzające mocy. Gospodarka ekspansywna może przynosić partykularne korzyści, ale w dalszej perspektywie prowadzi do krachu ekologicznego. Należy porzucić partykularyzm na rzecz indywidualistycznej afirmacji. Oto jest harmonia Chaosu.Przyjmując Chaos za meta-fizyczną podstawę Wszechświata, sprzeciwiamy się jakiejkolwiek strukturze tworzącej monopol wiary, żądzy i zachowań. Odrzucamy Boga pod wszelkimi jego imionami : czy to będzie Jahwe, Allach, czy Szatan. Akceptowanie metafizycznej tyranii, przy jednoczesnym postulowaniu społecznej wolności i różnorodności, wydaje się bowiem śmieszne. Dlatego obce nam są „wolnościowe” praktyki wczesnochrześcijańskich mistyków, tworzących nowe kazamaty w miejsce starych. „Ni Dieux, Ni Maitre” wyznacza nasze życie.

„An arche” oznacza powrót do tego, co było na początku. Nie jest to jednak podróż z biletem w jedną stronę. Przez początek rozumiemy społeczeństwo bezpaństwowe oraz pierwotną energię, z której bierze się każda forma żywa czy martwa. Początek to również akt kreacji – libidinalno/witalna potrzeba tworzenia. Afirmujemy życie w każdym jego odbiciu. Dlatego też nie możemy się zgodzić na zastępowanie go plastikową otoczką sennej ułudy i iluzji. Przebudzenie się z tej śpiączki oznacza prawdziwą rewolucję codziennego życia : rewolucję, która odkryje nasze potrzeby i żądze wynikające z naszej nieuchwytności i rozdmucha raz na zawsze nadpróchniałe skamieliny struktur władzy falsyfikującej rzeczywistość.

Metafizyczna anarchia stanowi wyraz wiecznie aktualnego aforyzmu Heraklita : „Jeśli nie oczekujesz nieoczekiwanego, nie doczekasz się tego.” Uważamy jednak, że nie wystarczy spoglądać w niebo, by doznać olśnienia. Tylko nieustanny nerw, który szarpie nasze dusze, może nam dopomóc w odkrywaniu nowych światów, tych, które niegdyś utraciliśmy. W poszukiwaniu utraconego raju zwracamy się ku codziennemu życiu, by samostanowić o swojej egzystencji.

Zdajemy sobie sprawę, że osiągnięcie stanu metafizycznej i społecznej anarchii jest niemożliwe. Nie o to jednak chodzi. Chaos jest Drogą, nieustającym dążeniem. Nie obchodzą nas utopijne cele, stany równowagi, status quo. Nie można mieć monopolu na wolność. Wszystko jest w ruchu. Wybieramy niepewność zamiast spokoju ducha, wyobraźnię zamiast bezpieczeństwa, chaos zamiast ładu. Rewolucja musi być permanentna, albo lepiej jej nie robić wcale.

Kategoria: Uncategorized

Na wschód słońca….

Szał

Tak jak presja przemija

Opowiadając zgubne treści natarczywym snom

Tak ja budzę się oblany potem

Implikujący martwe idee

Rozedrgany od środka

Nietrzeźwo gubiący wszystko

Poprzez dorzucanie emocji

Karmiący  gnijące dzieci we mnie.

Tak jak wybuch przestaje być

Opowiadając zgubne treści natarczywym snom

Tak ja budzę się z tej drugiej istoty

Aplikujący korelujący paralelny

Próbuję złączyć te dwa oblicza

Nietrzeźwo gubiący wszystko

Zabiłaś dziś

Smutek

moje a

Nowe

b

Czysta jak woda destylowana

nazbyt pozbawiona logiki

wtłaczana w nas

wsysamy bez pytania

źródło

?

ścieżka pełna cierni sperforowana

cieniem własnej osobowości

znieczulenie mas

my zadajemy ból

źródło

!

Hel(l)ena

Zapomnienie

Taka piękna noc

Cieszę się, że spędzimy ja razem

W żyle ty

Wypełniając

Kochasz

Krzyże

Tchnienie

Nocy

Kategoria: Uncategorized

Hello world!

Welcome to WordPress.com. This is your first post. Edit or delete it and start blogging!

Kategoria: Uncategorized